OLD GENERATION

Jeśli strona się nie otworzy sama, zastosuj ręczne odświeżanie Logo224

Uwaga!  Ze względu na limitowany transfer z serwera Interii mogą występować czasowe ograniczenia dostępu do strony.

 ostatnia aktualizacja 2012.01.19
webmaster: Johnny

 Liczba odwiedzin: 

   

 

 

Popatrzcie też tu:

http://224wdh-y.prv.pl/

http://www.224zeta.za.pl/

http://warszawaochota.zhp.pl/

Strona dinozaurów 173WDH

Profil na Facebooku


Uwaga! Ważne.
Jeśli zaglądacie na tę stronę, a nie dostajecie korespondencji mailowej, którą Waszym zdaniem powinniście odbierać (np. czujecie jakiś związek z 224WDH) - taka korespondencja jest od czasu do czasu wysyłana, to koniecznie prześlijcie Wasz aktualny adres mailowy na Johnny.


A oto najświeższe relacje z 224WDH, bo mimo wielu zadym i zawieruch nasz szczep nadal istnieje, i to ma się całkiem nieźle, o czym możecie się przekonać na podstawie kilku fotek. Ostatnio 

Wigilia '2011 w 224
Na początku grudnia odbył się kolejny Rajd Wigilijny. W tym roku, podobnie jak w poprzednim, gościliśmy w Urlach. A było tak:


Podczas gry

 
Zuchy - nasz przyszlość


Bawiliśmy się razem, bez podziału na drużyny


Przed Wigilią zuchy musiały się posilić


Za chwilę będziemy składać sobie życzenia


Podniosły moment - 224WDH niemal w pełnej krasie


Komendant rozpoczyna niekończący się potok życzeń


Bochen pełniący funkcję opłatka wędruje z rąk do rąk


Za chwilę obejrzymy film z obozu


Jeszcze raz zuchy


Trochę też pokolędowaliśmy


Cho, cho, cho...


A które z Was było grzeczne? Ja, ja, ja i jaaa


W takim razie możemy przystąpić do rozdania prezentów


A tu prawie wszyscy w kupie.


Profil na Facebooku

Ostatnio Mały Ruzi założył na Facebooku profil 224WDH OG, który może nam ułatwić wzajemne komunikowanie się, wymianę fotek i innych internetowych zdobyczy.

http://www.facebook.com/pages/224WDH-OG/286914594655169?sk=info

Strona jest dostępna bez potrzeby logowania się. 


WERTEPY '2011

A to się działo w tym roku. Były to już 10. WERTEPY, mieliśmy więc mały jubileusz. Wąsek z Anią Małą wespół z Małym Ruzim zafundowali nam ekstremalną przejażdżkę po wybojach ulicy Marszałkowiskiej, Alej Jerozolimskich i innych pomniejszych, ale nie mniej wyboistych uliczkach Warszawy. W dodatku jechaliśmy na podstawie powyrywanych strzępów jakichś przedwojennych map stolicy, więc horror był totalny. Ale udało się. 224 było reprezentowane przez kilka mniej lub bardziej zdinowaciałych ekip. Nie było źle, choć jak zwykle mogło być lepiej. A oto wyniki.

  PUNKTY KARNE  
Rank Załoga PK LOP 1 LOP 2 CZAS SUMA REMISY
1 DOKTORKI 1 180 0 60 18 1 258 12
2 MALICCY I GARB :) 1 000 120 120 190 1 430 13
3 EKIPA KTÓRA ZAJĘŁA PIERWSZE MIEJSCE 1 360 60 60 19 1 499 5
4 "3y + 1a" (Johnny, Jacek W, Hania + pilot/wymiatacz kontraktowy rodem z Opencaching, ale też harcerz Marek) 1 030 360 120 50 1 560 7
5 HASŁO OKOŃ 1 360 120 120 22 1 622 8
6 KLIMAT 1 425 120 60 29 1 634 6
7 STARA WIARA NOCTIVIDUS (224) 1 335 120 300 20 1 775 4
8 OPENCACHING.PL 1 355 120 300 29 1 804 3
9 JEŹDŹCY PRZEZNACZENIA 1 455 180 240 70 1 945 6
10 SYBERYJSKIE TYGRYSY 1 505 250 180 28 1 963  
11 KARMAZYNOWI MŚCICIELE 1 425 120 480 22 2 047  
12 LIPA Z MIODEM 1 670 130 120 150 2 070 10
13 FENIX 1 800 0 300 3 2 103 5
14 NIEZŁA KORBA 1 535 0 300 330 2 165  
15 PĘDZĄCE IMADŁA 1 670 60 600 22 2 352  
16 MIELONE Z CEBULKĄ 1 470 300 600 0 2 370 7
17 NOCNE JEŹDŹCZYNIE 1 510 120 600 150 2 380 5
18 CHAMPIONS 224 OG (Ruzi Duży ze swoją ekipą) 1 115 600 600 90 2 405  
19 LESZEK 1 450 360 600 16 2 426  
20 KOMANDO SARDINES 1 710 300 600 0 2 610  
21 7DH TAJEMNICA 1 475 600 600 230 2 905  
22 2SDH 1 475 600 600 230 2 905  

A tak było:

 

Zadania do wykonania

Organizatorzy na podsumowaniu


Decyzje w sprawie ważnych decyzji

Ankieta w sprawie modyfikacji naszego logo nie spotkała się z jakąś Waszą megareakcją, nie mniej jednak zaktywizowała autora poprzedniej wersji do wykonania poprawki. Dzięki. Ostatecznie więc pozostajemy przy starym-nowym znaczku, tzn. starym z poprawionym młotkiem. Od dziś obowiązuje więc nowe logo, które można obejrzeć obok (pod plakietką hufca). Kończymy więc temat i zamykamy głosowanie. Dziękuję wszystkim, którzy zdążyli zabrać głos. Ostateczna decyzja jest zgodna z rozkładem głosów.  


WERTEPY '2010

Wyniki już są. Jak zwykle 224 OG (mniej lub bardziej dosłownie) wystawiła kilka ekip, z których „Stara wiara Noctividus” o mały figiel nie stanęłaby na najwyższym stopniu podium. Wydarzeniem, o którym aż huczało podczas wręczania nagród była detronizacja ekipy Malickich, która jak dotąd zostawiała wszystkich w blokach. Już teraz zacieramy ręce na kolejną edycję rajdu i ustalamy taktykę.

WYNIKI

RANK ZAŁOGA PUNKTY KARNE PK LOP1 LOP2 CZAS muzyka-remisy
1 HKT Klimat 418 210 0 180 28 12
2 STARA WIARA NOCTIVIDUS 764 390 60 300 14 11
3 MALICCY 775 90 300 360 25 15
4 NIEZŁA KORBA 1380 270 600 480 30 16
5 21. WDW "STARE ŻBIKI" 1555 390 300 840 25 15
6 KARMAZYNOWI MŚCICIELE 1567 1200 240 120 7 12
7 ZAŁOGA-KTÓRA-ZAJĘŁA-PIERWSZE-MIEJSCE 1722 860 420 420 22 14
8 Starszy Ruzi, Młodszy Ruzi, Wlo & Kara - 224 WDH OG 1764 1200 120 420 24 14
9 Załoga Kapitana Żbika 2080 880 650 480 70 0
10 Drapaki 2142 1320 480 320 22 15
11 XXI HKS-2 2250 1290 180 750 30 10
12 STARZY A GŁUPI (Johnny, Jacek, Hania i Marek) 2510 1420 360 480 250 14
13 LUDZIE NOCY REPREZENTACJA 2510 1380 860 240 30 9
14 Pastewka - Salak 2560 1290 720 300 250 0
15 Onufry, Kasia, Mikołaj 2601 1380 720 480 21 10
16 321 KI "Sekcja Ósma" 2960 750 1560 640 10 15
17 XXI HKS-1 3109 1590 600 900 19 10

A oto uczestnicy prawie wszyscy w kupie.


WERTEPY 2009

No cóż. Tym razem nie mamy za bardzo czym się chwalić, ale taki jest sport i na tym polega jego piękno. Najważniejsze, że przedstawiciele 224 Old Generation wystartowali, podtrzymując tym samym długą już tradycję. 

Oto wyniki rajdu „Wertepy 2009”:

miejsce

załoga

razem

1

Maliccy

1410

2

Bezglutenowe Chrupki Kukur.

1794

3

Pascal

1971

4

Jan Kaseja

2080

5

Józek Bułat

2090

6

Taborety

2090

7

Marta Szewczuk

2200

8

KLIMAT Tropiciele punktów

2320

9

Czuker

2460

10

Magda Korczyc

2460

11

KLIMAT Poszukiwacze trasy

2550

12

Lech Sierpiński

2595

13

Seniorzy XXI

2597

14

Johnny, Jacek, Hania i Marek

2680

15

Ogórek

2697

16

151 WDW

2950

17

Ruzie (ojciec i (syn z córkami))

3000

18

KLIMAT Załoga z Wenus

3080

nkl

Ursynów - P. Banasiak

nkl

nkl

Ursynów - J. Słaby

nkl


Wyprawy geocachingowe, zwoływane kiedyś raz na miesiąc, żeby złupić skrytkę, która właśnie się pojawiła gdzieś w pobliskim lesie też straciły rację bytu. Dzisiaj, gdy GPS-y są popularne jak zegarki na rękę, a skrytek jest więcej niż możliwości przerobu, każdy już działa na własne konto. Jedno jest natomiast godne zauważenia - team 224 jest jedną z silniejszych, o ile nie najsilniejszą, na wpół zorganizowaną formacją polskiego geocachingu działającego w ramach www.opencaching.pl. Zachęcamy do wspólnej zabawy. Zakładajcie konta (koniecznie z dopiskiem 224) i wyruszajcie na łowy. 
Pamiętajcie jednak, że od czasu do czasu zgadujemy się ad hoc na wieczorno-nocne poszukiwania skarbów. Gdyby ktoś miał ochotę, proszę dać jakoś znać. 

Uwaga: Jeśli ktoś z Was znalazł się na tej stronie pierwszy raz, a czuje jakąś więź z numerem 224 (jaka by ona nie była), to zapraszam do ujawnienia się albo w Księdze Gości, która niestety otwiera się pół dnia, ale poprzez e-mail ze mną. Wszystkich zainteresowanych dopiszę do listy adresowej i informacje rozsyłane via e-mail będą do nich docierały. Tradycyjnie proszę też o przekazanie tej wiadomości tym, których nie ma na liście adresowej w mailu, który wkrótce otrzymacie (a może nawet już go macie). 


WERTEPY '2008

Odbyły się. Tyle można w zasadzie powiedzieć. 224WDH OG wystawiła 3 załogi. Sukcesów wielkich nie odnieśliśmy, ale ekipę w pierwszej dziesiątce mamy. Tylko beznadziejny błąd techniczny spowodował, że zamiast 8 miejsca jest 9. Sama impreza była oczywiście, jak zwykle fantastyczna. Oto wyniki:

MIEJSCE

ZAŁOGA

PUNKTY KARNE

1

GANG MALICKICH

720

2

TABORETY, MICHAŁ, RADEK

896

3

KLIMAT III

900

4

OSTRY TEAM

1 235

5

ONUFRY, RYBA, JAMNIK

1 245

6

URSYNÓW: JACEK, JAN, KASIA

1 285

7

CZUKER, GUMA, PASCAL, SZWABU

1 381

8

FILIP, ADAM, OLA

1 625

9

JOHNNY, JACEK, HANIA

1 662

10

KASIA, DZIABĄG, KRZYŚ

1 687

11

KLIMAT II

1 752

12

PAWEŁ, WŁODEK, KAROLINA, OLA

1 801

13

URSYNÓW: PIOTR, SZYMON, MICHAŁ

2 045

14

MOKOTÓW: KAROL, MARCIN, PATRYK, GRZEGORZ

2 504

15

KONRADUS

2 615

16

XXI HKS I: LECH, EWA, MAGDA

2 622

17

KLIMAT I: EXPLICIT

2 625

18

XXI HKS II

2 662

19

MOKOTÓW: MAŁGORZATA, ROBERT, PAWEŁ, PAWEŁ, ANNA

2 788

20

MARTA, MICHAŁ, MARIA

3 081

21

HUGON, RUZI, MAREK

NKL

A tak było na rozdaniu nagród.

______________________________________________________________


OG w międzyczasie, w różnych ugrupowaniach i w różnej liczebności daje jednak znać o sobie. Np. na Jamboree Hufca ZHP Ochota na jesieni ubiegłego roku reprezentacja OG wystawiła (wprawdzie nieoficjalnie, ale wystawiła) zespół singersów w składzie: Derent, Wąsek i Johnny, a w churkach :-) druhny z epoki współczesnej, którzy brawurowo wykonali piosenkę "Lato", czyli "Konie zielone", do odsłuchania pod tym linkiem: MP3_Konie_Zielone. Piosenka załapała się na oficjalnie nagraną płytkę z piosenkami śpiewanymi przy ognisku przez drużyny Hufca Ochota. A wszystko z okazji 50-lecia naszego Hufca. Płytki wprawdzie nie znajdziecie w sklepach, ale jest w obrocie wewnętrznym. Warto wspomnieć, że całe przedsięwzięcie było możliwe dzięki Derentowi, który dostarczył profesjonalnego sprzętu i zrealizował całe nagranie (nagrywając w plenerze i miksując w studio). Nie można nie wspomnieć występu OG na Festiwalu (patrz notka niżej).


WERTEPY 2007

odbyły się. Wyniki są znane, ale jeszcze ich nie mam (tu mój szeroki uśmiech do organizatorów). Tym razem OG była reprezentowana przez załogę Johnny (kierowca) + Jacek Wardęcki (pilot) + Hania (wymiatacz pokładowy), jadących na terenowym  Lanosie. Do OG można też zaliczyć załogę: Guma + Hugon + Sylwia. Wyniki w czwartek. 

Korzystając z okazji przeprowadziliśmy małą wyprawę geocachingową, bo okazało się, że w odległości zaledwie ok. 400 metrów od punktu startu do Wertepów znajdowała się skrytka. Poszukiwaczami była załoga Johnnego i Maćka Malickiego. Skarb został znaleziony.


15. Wyprawa po Skarb. (Chyba coś się z numeracją porobiło)

Oj było. Miejsce niesamowite. Wrażenia w dziale geocaching


Film z wiosennej, 14. Wyprawy geocachingowej jest na naszej geocachingowej stronie.


Festiwal
Już za nami
Ekipa 224WDH OG w składzie: Jarosław Doliński, Krzysztof Filiński, Gracjan Górski, Paweł Gutowski, Hubert Ochorowicz, Adam Wąsowski, Tomasz Zychowicz wystąpiła w czterech festiwalowych konkurencjach: wiadomościach z innej epoki, krótkiej futurystycznej formie scenicznej, piosence o ideałach harcerskich i trailerze kosmicznego filmu akcji „Pluszoagenci” (można go obejrzeć tu). Wszystkie festiwalowe materiały związane z OG będą na płytce


Zasłyszane: Inicjatywa zwoływania się po latach objęła także środowisko 173WDH. Powstała, jak to ostatnio zwykle bywa w takich przypadkach, specjalna strona:
http://www.expedition.pl/173old

Zapraszam do odwiedzenia, powspominania i już myślimy o wspólnym spotkaniu.


Totalne zapchanie dotychczasowego serwera wymusza konieczność przeniesienia strony na inny. Na razie jeszcze nie wiem, na który, ale musicie się liczyć z tym, że stanie się to w niedługim czasie.


Powoli - oj, bardzo powoli - zarysowuje się koncepcja spotkania się - znowu niemal po latach. Prawdopodobne miejsce - Konstancin Jeziorna, termin do ustalenia. Impreza będzie „lokalowa” (przy stole). Okazją może być wyprodukowanie VOL3 i VOL4 naszych filmów. Prosiłbym o zgłoszenia e-mailowe (Johnny) z przypomnieniem o ew. zainteresowaniu płytkami (muszę wiedzieć ile kopii mam zrobić, stare zamówienia uznaję za nieważne). Płytki są darmowe.


W wyniku konkursu, jako logo 224WDH OG został wybrany poniższy znaczek. Został on już użyty w skrytkach geocachingowych założonych podczas Wyprawy 11. Nie jest to jednak ostateczna wersja, najprawdopodobniej będzie musiał być jeszcze nieznacznie zmieniony.


Wyprawy po Skarb, czyli zabawa w geocaching.

Proponuję absolutnie fantastyczną i fenomenalną grę-przygodę. To wciąga, jak poker, albo ruletka (podobno, bo nie mogę tego potwierdzić z autopsji). To gra w skali GLOBALNEJ. Należy to rozumieć bardzo dosłownie. Będziemy się bawić z czarnoskórym Zulusem i intelektualistą z Doliny Krzemowej, choć najbardziej prawdopodobne, że z jakimś najbliższym sąsiadem z za zachodniej granicy, może też południowej. To gra na otwartym powietrzu, czyli to, co lubimy. To gra trochę zespołowa, trochę indywidualna. To gra, w której się coś bierze, ale też trzeba coś dać. 
Niestety,... jest trochę kosztowna, ale tworząc mocną grupę i odpowiednio się organizując można koszty uczynić na akceptowalnym (myślę) poziomie. Wydatki wiążą się z podróżowaniem. Ta gra wymaga czasami dość znacznego przemieszczenia się, a więc i czasu. Niestety.
Zamieniamy się w
poszukiwaczy skarbów. A jest co szukać. W Polsce mamy zarejestrowanych pewnie ze 30 skarbów, ale w Niemczech już ponad 8000, w Czechach pewnie koło 500. Na początek oczywiście weźmiemy się za nasze i to te najbliższe Warszawy.
A teraz konkrety. Z chwilą, gdy administratorzy systemu nawigacji satelitarnej GPS odblokowali kod pozwalający zwiększyć dokładność namiarów przez sprzęt cywilny, pojawił się pomysł na globalną grę. To geocaching. Do geocachingu potrzebny jest odbiornik GPS, samochód (czasami wystarczy rower), czas i chęci. Zabawa polega na odnajdywaniu skrytek, które zostały sporządzone przez innych graczy. W skrytkach umieszczone są drobne upominki, gadżety, itp. Odnajdując skrytkę masz prawo do zabrania tych skarbów, ale musisz włożyć nowe, swoje. Jest tam też dziennik odkrywcy, do którego trzeba się wpisać. Współrzędne GPS (WGS84) są umieszczane na specjalnej stronie internetowej. Można, a nawet trzeba się tam wpisać po znalezieniu skrytki. Można też zostawić np. swoje zdjęcie zrobione na miejscu. Gramy głównie dla własnej satysfakcji, choć chyba są prowadzone nawet jakieś oficjalne rankingi poszukiwaczy. Dotarcie do skrytki nie zawsze jest proste. Czasami trzeba wykonać jakieś dodatkowe zadanie, albo znaleźć kilka punktów pośrednich, czasami do pokonania będzie podmokła łąka, albo nawet małe bagienko. Czasami trzeba się trochę nachodzić. Istnieje już kilka różnych wersji geocachingu - każda ma swoją odmienną nazwę i nieco różne zasady. Myślę, że na dobry początek powinniśmy znaleźć jedną, dwie skrytki, potem pomyślimy o podłożeniu własnej. Jej losy można na gorąco obserwować przez Internet. 

Jeśli macie jakieś uwagi, zapytania mailujcie do mnie

Sporządziłem poglądową mapkę dotyczącą rozlokowania najbliższych skarbów - jesteśmy otoczeni od północy, wschodu i południa. Jak widać, na dzień dzisiejszy jest 9 skrytek do odnalezienia, ale najprawdopodobniej będą powstawać nowe, bo mamy wiosnę i coraz więcej ludzi się uaktywnia. Zachęcam bardzo gorąco wszystkich do zabawy. Ci co byli na 1. i 2. wyprawie na pewno nie żałują. Co do kolejności zdobywania kolejnych skarbów, to decyzje będziemy podejmować na gorąco. Jeden ze skarbów jest ukryty w bunkrze (wyprawa dla odważnych), są też tak zwane multicache - trzeba się liczyć z dłuuugim spacerem, albo podchodzić na dwa tempa, no i wreszcie musimy zacząć myśleć o podłożeniu własnego skarbu. Szukajcie więc najaktualniejszych informacji tu na stronie. Tym razem termin nie będzie podawany z długim wyprzedzeniem, a wręcz niemal z dnia na dzień. Jeśli ktoś z Was chciałby ewentualnie się wybrać na którąś z wypraw, proszę mnie informować - w razie czego poczekamy na starcie, jak ktoś się spóźni.  


Informacje archiwalne:

WERTEPY '2006
Jak się już pewnie domyślacie odbył się Rajd „Wertepy” - jego 5. edycja. Na starcie stanęły 3 załogi 224WDH OG (na 16 startujących - brawo). Wśród nich: Johnny & Jacek Wardęcki & Hania, Marceli & Barszcz. Duży Ruzi & Małgosia & Kasia & Włodek.

RANK

ZAŁOGA

SKŁAD

PK

ST

MYLNE

LOP

ST_LOP

OPIS

KOL/SKR

CZAS

ZAD1

ZAD2

PUNKTY

PP

1

8

MALICCY: Agnieszka, Ela, Zuza, Maciek

2

0

0

4

0

1

2

240

10

0

710

1 000

3

11

TABORET, KASIA K, MICHAŁ KORCH, DZIABĄG

5

0

0

12

2

0

0

445

10

0

1655

697

2

10

JÓZEK, KASIA B, RYBA , MICHAŁ

7

0

0

17

1

0

1

4

10

2

1691

686

4

12

JOHNNY, JACEK, HANIA

6

0

1

9

1

1

1

940

10

4

2109

552

5

4

MARCELI, BARSZCZ

7

0

1

24

0

0

2

0

10

5

2135

543

6

15

GUMA, DRAPAK

6

1

0

26

1

0

5

70

10

0

2270

500

7

17

CZUKER, PASCAL, TWÓJ STARY, BILLY (224)

6

1

0

27

0

0

6

50

10

1

2306

488

8

14

MIĄCHOL, BANAN, KULKA (Ursynów)

8

0

4

9

2

0

5

880

10

4

2354

473

9

16

HUGON, RUZI, MAREK

8

0

2

26

0

1

1

0

10

0

2380

465

10

6

DUŻY RUZI, MAŁGOSIA, KASIA, WŁODEK

8

0

0

27

0

1

2

5

10

0

2395

460

12

9

LESZEK, BASIA, MAGDA, ANIA

9

1

2

25

1

0

1

0

10

5

2435

447

11

5

MARIUSZ, SYLWIA

10

0

1

24

0

0

5

7

10

4

2441

445

13

13

DYMITR, TOMEK, EWA

10

0

0

27

2

0

1

19

10

5

2594

396

14

3

KRZYSZTOF, ROBERT, MONIKA, PAWEŁ (APS)

10

0

2

28

1

0

2

0

10

0

2685

367

15

2

MAGDA, MARCIN, MAGDA, DOROTA (APS)

10

0

2

29

1

0

2

0

10

4

2749

346

16

7

MIETKI, MAZUREK, PABLO

10

0

0

34

0

0

0

0

10

10

2960

279

17

1

BUCZYŃSCY BEATA I MICHAŁ

-

-

-

-

-

-

-

-

-

-

ABS

0

Zwyciężyła już tradycyjnie (po raz 3 z rzędu) załoga Malickich. Tym samym statuetka przeszła na ich własność. Było ekstra, o czym choć w małym zakresie niech świadczą zdjęcia z galerii XXVI


Informacje archiwalne:

A jednak poszli. Na Nocny Przemarsz po Puszczy Kampinoskiej wybrali się we dwóch - starzy druhowie Maruś i Johnny.
Start w Lesznie, nieco po 22. Tu dowiozła nas Wandzia. Droga prowadzi na północ w kierunku Starej Dąbrowy, Leoncina. Największe obawy to komary. Zjedzą nas, czy nie? Jest ciepło, nie zanosi się na deszcz. Zaraz po wejściu do lasu dochodzimy do wniosku, że chyba przeżyjemy. Komary śpią. Trasa do Leoncina jest na tyle długa, że wspomnieniom nie ma końca. Gdzieś na pierwszym odcinku popełniamy drobny błąd nawigacyjny, idziemy za bardzo na zachód. Przez chwilę zastanawiamy się, czy brnąć dalej w nadziei na to, że uda się nam odbić w prawo w rozsądnej odległości. Dochodzimy jednak do wniosku, że z każdym krokiem szanse maleją, zapada więc decyzja o zawróceniu. Chyba była słuszna. Wkrótce powracamy na szlak. Zbliżamy się do Starej Dąbrowy. Kolejnym ważnym elementem nawigacyjnym jest trafienie na mostek na kanale przed St. Dąbrową. Jeśli się nam to nie uda, to albo będziemy musieli robić przeprawę wpław, albo nadrabiać odległość w poszukiwaniu jakiegoś przejścia. Ten odcinek trasy jednak dobrze pamiętamy i po mistrzowsku wychodzimy na mostek. Po nim już tylko kilka kroków i docieramy do naszej chorągwianej szkoły w Starej Dąbrowie. Komary dalej nie wykazują większego zainteresowania naszą obecnością, co nam bardzo odpowiada. Notujemy tylko jakieś dwa ukąszenia na minutę. Wchodzimy na wydmy. Jest środek nocy, decydujemy się więc na ognisko, które pozwoli nam wytracić czas - przyjście do Leoncina o 3 nad ranem było by przecież bez sensu. 
Robi się jasno, decydujemy się na wyjście. Jeszcze tylko trzeba bardzo dokładnie zagasić ognisko. Po paru krokach znajdujemy fajne miejsce na schowanie skrytki geocache. Jesteśmy na to przygotowani, zabraliśmy ze sobą małe pudełeczko z niespodziankami. Ostatni odcinek prowadzący do samego Leoncina idziemy na azymut, po łąkach i błotach. Pomaga nam GPS. Dochodzimy do Leoncina bez problemu. Tu jednak okazuje się, że na najbliższy autobus do Warszawy musielibyśmy czekać bardzo długo. Decydujemy się więc na jeszcze jeden 2-kilometrowy odcinek. Dzięki temu wyjdziemy na drogę krajową, a więc jest nadzieja na dobre połączenie z Warszawą. Po drodze mijamy jeszcze jeden przystanek autobusowy, ale rozkład jazdy jest na nim zamazany, za to dowiadujemy się z niewybrednych napisów kim, a raczej czym jest miejscowy wójt. Po ok. 2 km dochodzimy do kolejnego celu. Tu na przystanku zjadamy resztki wałówki i akurat podjeżdża autobus. Po minucie już wiemy, że jedziemy w kierunku Leoncina :-), a po kolejnych 60 minutach jesteśmy w Warszawie. Dla nas trasa jeszcze tu się nie kończy, trzeba przecież dojechać do domów, ale reszta jest już bez znaczenia. Fotoreportaż z rajdu w galerii XXV


Informacje archiwalne:

Ha! Na sobotniej wycieczce rowerowej znowu pojawili się tylko młodzi z „Noctovidusa”. 
Znaleźliśmy jednego geocache'a i założyliśmy dwie nowe skrytki - nasze. Reportaż w galerii XXIV  


Informacje archiwalne:

WERTEPY 2005 za nami

Wystawiliśmy dwie ekipy: Duży Ruzi, szwagier Włodek i Waldi oraz Johnny, Jacek Wardęcki i Jacek (człowiek z zewnątrz wynajęty do załogi). Tym razem nie poszło nam tak dobrze. W ogólnej klasyfikacji załoga Ruziego zajęła 13. miejsce, a Johnnego 10. Ale było fajnie (jak zwykle). Oficjalny komunikat na stronie hufcowej (http://warszawaochota.zhp.org.pl/). Przy okazji Johnny z załogą zdobyła kolejnego geocache'a. Fotki z imprezy w galerii XXIII.


Informacje archiwalne:

Powtórka Rowerowego Tour de Okęcie już za nami 

Szczegóły w dziale Geocaching


Informacje archiwalne:

A Rowerowy Tour de Okęcie można powiedzieć, że był.

Tym razem odbyłem go samotnie, ale spoko, nie mam żalu, że nikt się nie pojawił. Lubię samotne wyprawy, tym bardziej, że pomysł na okrążenie płyty lotniska narodził się w mojej głowie jeszcze gdzieś w 7. klasie szkoły podstawowej. Było więc to spełnienie dawnych marzeń. 
Po dojechaniu na miejsce byłem w szoku. Słuchajcie tu już można mówić o całej turystyce lotniskowej. Wokół pasa jest mnóstwo ludzi, którzy z teleobiektywami, kamerami, jeden gość miał nawet parasolkę z... drabiną (ciekawe zestawienie), całymi rodzinami siedzą i obserwują. I trzeba przyznać, że jest tu jakiś specyficzny klimat. Huk silników, zapach paliwa lotniczego i te majestatyczne kolosy, które co chwila podnoszą się do góry lub lądują. Dzisiaj nawet była spora atrakcja, bo widziałem prawdziwego Jumbo Jeta z bliziuteńka. Nie często chyba tu lądują takie samoloty. Od południowej strony płot podchodzi dość blisko pasa. Widok jest świetny. Wyprawa miała jednak element harcerski, bo spotkałem starego harcerza, Jacka Ciecielskiego. Pamiętacie?. 
Z tym dystansem do pokonania, który szacunkowo podawałem na stronie, to chyba mocno przesadziłem - in minus - oczywiście. Pomyśleć, że jako małolat chciałem to na piechtę zrobić. Chyba bym się musiał czołgać pod koniec. 
Gdzieś na wysokości Palucha przeżyłem dwa napady. Jeden trwał krótko, ale zrobiło mi się mokro w gaciach. Myślałem już, że jakoś będzie, ale po chwili powtórzyło się. Tym razem miałem już mokro i w gaciach, za kołnierzem, a nawet w butach. Musiałem jakoś chronić sprzęt rejestrujący i wymiękłem. Skierowałem się na z góry upatrzone pozycje. Ledwo dojechałem. Słońca już tego dnia nie zobaczyłem. Byłem bardzo niepocieszony. Do tego stopnia, że skłonny jestem powtórzyć jeszcze raz tę wyprawę, tym bardziej, że nie zamknąłem pętli, ale tylko wtedy, gdy będą zdeklarowani chętni. Przy okazji namierzyłem dość fajne miejsce na schowanie geocache'a. 


Informacje archiwalne:

Wiosna już leci pełną parą. W tym roku będziemy się bawić w geocaching. Zaglądajcie na tę stronę systematycznie (w kwietniu 2004 mieliśmy 2581 wejść  (sic!)).

Dla przypomnienia - nasze dokonania z roku 2004:
– spotkanie „W starym kinie”,
– „Dogrywka”, czyli biwak w Budach Grabskich/Rawce z najprawdziwszym ogniskiem obrzędowym, 
– „Piknik rodzinny” o którym można powiedzieć, że był, ale bez rzucającej na kolana frekwencji,
– „Wyprawa”, czyli zlot ekip OG w rejonie dawnych miejsc obozowych,
– udział 2 złóg OG w hufcowym, nocnym rajdzie samochodowym „Wertepy 2004”,
– „Święto Pieczonego Ziemniaka” w historycznym miejscu (Kaliszkach), gdzie 100 lat temu, jako szczawie uczestniliśmy w podobnej imprezie. 
Całkiem nieźle, jak na w gruncie rzeczy spontaniczne działania.
Nasuwa się pytanie, czy to wystarczy, czy powinniśmy dalej jeszcze coś robić? Zaglądajcie tu w miarę systematycznie. Wkrótce zamieszczę ankietę na ten temat. 

Jak zapewne zauważyliście, z naszej strony znikło wiele elementów. Jest to spowodowane trudnościami technicznymi. Będziemy się musieli z tym pogodzić do czasu znalezienia rozwiązania. Proszę o wyrozumiałość.  


Informacje archiwalne:

Święto Pieczonego Ziemniaka

Już za nami. Były kiełbaski i ziemniaki (mniam-mniam). Moglibyśmy nimi pół armii nakarmić. Część nawet została w glebie, bo już nie mieliśmy mocy przerobowych. Jak zwykle były wspomnienia (w tym oglądanie reportażu z tegorocznej, wakacyjnej „Wyprawy”) i snucie planów na przyszłość. Zaglądajcie tu systematycznie, bo wkrótce pojawi się ważna sonda! Tradycji nie stało się zadość. Nie zapłaciliśmy mandatu za palenie ognisk. Do pamiętnego zdjęcia z roku bodajże 76 (gf87.JPG) dołączamy kolekcję z XVII już galerii współczesnej. 


Żeglując ostatnio po falach Internetu napotkałem na bardzo śmieszną stronę. Coś z naszej epoki :-) Skoro lubicie wspomnienia, to zajrzyjcie tu:  http://www.dzienmisia.pl/#abc
Śmiechu będzie co nie miara, szczególnie polecam Internetowe Muzeum Polski Ludowej dostępne w produktach importowanych. 


Produkcja płytek już jest w zasadzie zakończona. Jeśli ktoś, kogo nie ma w poniższej tabelce chciałby jeszcze jakąś płytkę zamówić, to proszę o kontakt. Płytki Vol. 2-4 można już odbierać. Jak chcecie to możecie czekać na okazję, ale szybciej będzie skontaktować się ze mną Johnny Poza zamówieniem płytki wypalam po wcześniejszym uzgodnieniu, tzn. nie mam ich na półce :-)
Zamówienia można składać w dalszym ciągu poprzez ankietę „Baza adresowa/zamówienia filmów” lub bezpośrednio do mnie. W ankiecie należy zaznaczyć wolumin w rubryce „Zamawiam” i koniecznie podać kto zamawia!

VOL. 1

VOL. 2

VOL. 3

VOL. 4

Szyszka

x

 

 

 

mały Ruzi

x

 

vcd

vcd

Wąsek

x

 

vcd

vcd

Siela

x

 

 

 

Jacek W

vhs

 

 

 

Marek i Iwona T.

x

 dvd

 dvd

 dvd

Grzesiek T.

x

 

 

 

Piwo

x

 

 

 

Ruzi

?

?

?

?

Krzysiek K.

dvd

 

 

 

Bartuła

x

 

 

 

Derent

x

 

 

 

Marceli

x

 

 

 dvd

Barszcz

x

 

 

 

Wandzia

x

 dvd

 

 

Lidka

x

vcd

 

 

Magda M.

x

 

 

 

Jarmuła

x

 dvd

 

 

Ania Sz.

dvd

 

 

 

Legenda: kolor zielony - nośnik już dostępny, kolor czerwony - te nośniki jeszcze nie są zrobione, x - odebrane

Przypominam, że koszty nośników są następujące: DVD - 20zł, VCD - 12zł, VHS - 10zł. Koszt obejmuje cenę nośnika + niewielki narzut, który zostanie przekazany drużynom 224 WDH w ramach pomocy przy przygotowaniu spotkania „W starym kinie”. 


Wertepy 2004 przeszły już do historii. Oj była jazda, czasami bez trzymanki! Wszystkie samochody jakoś to przeżyły i ludzie też. OG spisała się nieźle, można nawet zaryzykować twierdzenie, że bardzo dobrze. Wystawiliśmy dwie załogi: Duży Ruzi ze szwagrostwem oraz Jacek W. (kierowca) i Johnny (pilot). Wprawdzie w tym roku jeszcze nie wygraliśmy, ale obie załogi stanęły na pudle. A oto oficjalne wyniki rajdu „Wertepy 2004”:

Etap I

Etap II

p. karne

p. przeliczeniowe

p. karne

p. przeliczeniowe

Suma

Maliccy

345

971

288

991

1962

Ruzi & szwagrowie

295

1000

430

888

1888

Johnny & Jacek Wardęcki

390

945

485

848

1793

Czubi

895

651

275

1000

1651

Bobik

870

665

515

826

1491

XXI

1065

551

abs

0

551

LEGENDA: Aby porównać ze sobą (czy też dodać) punkty karne ekipy z dwóch tras, trzeba przejść na przeliczeniowe. Oblicza się wartość trasy i jej trudność. Wartość trasy to maksymalna liczba punktów karnych za brak punktów, jaką można uzyskać na danej trasie. Trudność ocenia się przez odniesienie do punktów karnych najlepszej załogi. Przyjmuje się, że najlepsza ekipa na trasie dostaje 1000 pp.

Jak zwykle niech żałują ci, co nie byli. W galerii XVI krótki fotoreportaż.


Połowiczny sukces Wyprawy. 
Butla nie została wprawdzie odnaleziona, ale dawne miejsca obozowania tak (możemy się tak przynajmniej umówić). 
Zgodnie z założeniami, spotkaliśmy się w wytyczonym punkcie w Ełku. Na miejsce stawili się:
1. Ruzi Duży + rodzina w rozszerzonym składzie (na 2 samochody)
2. Ruzi Mały 
3. Johnny + rodzina
4. Barszcz bez kobity
5. Marucha z córką 
6. Wąsek 
7. Marceli (nie dał się, przynajmniej na 50%, bo musiał w sobotę odjechać)

Nad Łaśmiadami od strony Zawad dobił 
8. Marek T.  
a wieczorem już w Sajzach dojechał jeszcze
9. Jacek W. 
Po lekko przedłużającym się oczekiwaniu (niektórzy wybrali się bez pytania na pizzę) wyruszyliśmy do Zawad. Kolumna po drodze lekko się rozsypała, ale dzięki zdobyczom techniki udało się w Stradunach ponownie wyruszyć całością. Ciewkawe co myśleli sobie okoliczni mieszkańcy widząc kawalkadę samochodów o zbliżonych numerach rejestracyjnych. Pogoda była ekstra. 

Jesteśmy nad Łaśmiadami od strony Zawad. Wjeżdżamy do lasu. Po co tyle samochodów jedzie do lasu? Po dojechaniu do ładnej polanki uznajemy, że dalej pojechać się nie da. Komary tną jak zwariowane, a do samochodu wlatują takie bombowce, że aż szyby wpadają w rezonans. Marceli z dumą wspomina, jak to jego rodzice zajeżdżali swego czasu w to miejsce Syreną. Próbujemy zlokalizować źródełko. Marucha obstawia na pewniaka to miejsce, Johnny trochę powątpiewa. Ale faktycznie jakaś woda tam płynęła nie wiadomo skąd, więc pewnie to źródełko. Dalej była stołóweczka, namiot sanitarny. Obóz chłopaków niestety zagrodzony, że mysz się nie prześlizgnie. Private. Jedziemy na drugą stronę, jeszcze tylko pamiątkowa fotka (patrz galeria XV). Pogoda jest piękna. 

Lądujemy na Łaśmiadach od strony Sajz, na polance tuż za naszą obozową - tą, gdzie była kuchnia, stołówka, itd. Tu chcemy założyć bazę. Jakaś młoda, miła pani informuje, że to private i trzeba się zapytać jej babci. Mieszka pod 29. OK! Nie ma sprawy. Babcia okazuje się bardzo kontaktowa, nie stwarza większych problemów. Trochę się ściemniło, bynajmniej nie od tego, że słońce zaszło. Lokalizujemy obozy. Marceli mówi to tu, Marucha stanowczo zaprzecza, Barszczu drapie się w głowę. Faktycznie wszystko wygląda inaczej niż kiedyś. Połowę lasu wyrąbali. Marucha twierdzi, że to właśnie ten las, w którym stał obóz. Marceli natomiast rozpoznaje w całkiem innej części istniejącego nadal lasu miejsce, w którym kiedyś spędził 24 obozowe noce. Hmm. Johnny jest skłonny poprzeć Marcelego, Wąsek siedzi cicho, bo gdy my tu harcowaliśmy, on ganiał jeszcze po podwórku w pampersach. Barszczu nadal drapie się w głowę. Nic to. Ściemnia się coraz bardziej. Podejmujemy szybką decyzję że nie będziemy się kłócić, tylko pojedziemy nad Krzywe. Znowu kawalkada samochodów pakuje się w środek lasu. Droga jak pamiętacie nie była najlepsza i nic się w tej kwestii nie zmieniło. Pojawia się jezioro. To tu. Ale stoją tu jakieś namioty. Wychodzi jakiś gościu i pyta się o komendanta naszej bandy. Pojawiają się też pierwsze krople dżdżu. Mówimy, że my to harcerze, co przed laty staliśmy na tym miejscu na obozie. Dostajemy przepustkę i idziemy aż pod kuchnię. O kuchnia! Zaczyna trochę padać. Pozostaje więc tylko trochę czasu na krótką reminiscencję. Co? Gdzie? Kiedy? Nim dochodzimy do samochodów już nieźle leje, a tu jeszcze butla do odnalezienia. Na szczęście pioruny nie walą w jezioro, jak kiedyś. Dochodzimy do wniosku, że nie mamy szans. Wycieraczki nie nadążają zbierać wody z szyb. Las, w którym zakopywaliśmy butlę wygląda - mówiąc delikatnie - trochę inaczej. Wracamy. Można powiedzieć „Sajzy Trophy”. Pierwszy (w kolejności jazdy) wóz zawisł na górce. Jechał bidak śladem - jak koń - zamiast lekkim bokiem. Cała kolumna staje. Patrzymy na żałosne próby wygrzebania się. Tymczasem leje, że prawie robią się dziury w dachu. Nic z tego. Nie ma to, tamto. Solidarnie wychodzimy z własnych ciepłych autek nieść braterską pomoc. Może jest ktoś, kto zatrzymał na chwilę czas w tym miejscu (Marceli?). Po kilku próbach udaje się. Chyba wszyscy czujemy, że mamy mokre majtki. Wreszcie docieramy do Sajz. Hłe, hłe, już nie pada, ale śmieszne. Zanim rozstawimy namioty budujemy kuchnię polową, wszak miała być zupka ugotowana w kociołku na ogniu. Marucha zabezpieczył odpowiednie pomoce. Przeprowadziliśmy kwadrans gospodarczy pod tytułem zbieranie chrustu. Wykopaliśmy dołek, położyliśmy parę kamieni i po chwili można było wyczuć delikatny, miły zapach. Mały Ruzi co chwilę coś dorzucał do gara, ale efekt końcowy, nie można powiedzieć, był niekiepski. W ogóle było fajnie. W międzyczasie dojechał Jacek W., trochę później odjechał Marek T. zabierając Marcelego. Znowu się ściemniło. Tym razem dlatego, że Słońce schowało się pod horyzontem. A my przy ognisku, piecząc kiełbaski wspominaliśmy i wspominaliśmy. Słabsze jednostki wymiękły i poszły spać. Kilku twardzieli zostało. Nawet nie zauważyli jak zaczęło się robić jasno. Wreszcie i oni walnęli w kimono. Ale „life is brutal”, mała Hania skoro świt zaczęła wykazywać nadmierną aktywność, trzeba więc było wkrótce ogłosicić śniadanko. Jako danie główne oczywiście serwowano konserwę „Tyrolską”. Nawet nie wiecie w ilu odmianach ją mieliśmy (patrz galeria XV). Kolejny punkt wyprawy, to odszukanie żwirowiska. Tym razem zero problemu. Wyszliśmy na punkt już za pierwszym podejściem. Żwirowisko robi nadal wrażenie. Od naszych czasów trochę porosło jakąś zieleniną, chyba już nikt tu nie kopie. To tu narodził się paintball jakby ktoś nie wiedział. To my, jako pierwsi użyliśmy tu niegdyś piłeczek ping-pongowych do likwidowania przeciwnika w czasie jednej z gier. Wprawdzie nie było jeszcze wtedy karabinków, masek, itp., ale idea gry była podobna. Po obejściu żwirowiska postanowiliśmy odnaleźć jeszcze mostek na rzeczce wpadającej do Łaśmiad. Minęliśmy jakichś hip-hopowców biwakujących na dziko, ale po pewnym czasie znowu się ściemniło (z wiadomych powodów). Dalej poszły więc największe zakapiory, którym nic nie było w stanie przesłonić celu, czyli Jacek.W, Wąsek i Magda (córka Maruchy). Reszta w panice zawróciła. Cel, a właściwie jego nędzne resztki (czas zrobił swoje) został osiągnięty. Wszystkim udało się jakoś wrócić do obozowiska. Pozostało jeszcze tylko skonsumować małe co-nieco, trochę pozacierać ślady naszego bytowania i buzia, rąsia, klapa, goździk. BYŁO FAJNIE, OJ! BYŁO FAJNIE!


Piknik rodzinny

Jak informują służby wywiadowcze jeden z delikwentów nie dotarł w sobotę na miejsce pikniku, bo nie mógł nas znaleźć. Pragnę w związku z tym przypomnieć, że staram się za każdym razem podawać dokładną lokalizację naszych spotkań za pomocą współrzędnych GPS. Nie trzeba przy tym być szczęśliwym posiadaczem tego urządzenia, by z tych danych skorzystać. Wystarczy posiadać mapę lub atlas zgodną z GPS (dokładnie chodzi o układ współrzędnych WGS84, dane geograficzne na zwykłych mapach topograficznych nie odpowiadają tym współrzędnym, różnice namiarów mogą dochodzić nawet do  200 m). Na mapach (planach) powinno być wyraźnie zaznaczone, że są zgodne z GPS. Przykładowo nadają się do tego atlasy „COPERNICUSa”. Posiadając takie mapy i dane podawane przeze mnie możecie dość dokładnie określić punkt docelowy. Przypomnijcie sobie jak Was kiedyś z tego katowałem. Teraz okazuje się, że można z tej wiedzy skorzystać w praktyce (choć wydawało się to do tej pory mało prawdopodobne). 

Przy okazji produkcji płytek oglądam po raz kolejny filmy i za każdym razem zauważam coś nowego. Zwróćcie uwagę, że Lidka z dzisiejszego reala jest jakby wyjęta z tamtych kadrów filmowych, popatrzcie na blondyneczkę Magdę, bujną czuprynę Mozoła (i nie tylko jego :-)), przyjrzyjcie się zaopatrzeniu GS-u na jednym z filmów (a mówiło się, że wtedy haki świeciły pustkami), popatrzcie na Białego i księdza Kubę, który gania po jakichś dołach w lesie. Jaki pocieszny jest Ruzi wycierający sobie mordkę na biwaku w Rawce, przyjrzyjcie się do czego może służyć pas harcerski. Z pewnością sami wychwycicie jeszcze wiele zabawnych momentów.


Po dogrywce

Minął już jakiś czas od dogrywki, a tu okazuje się, że apetyty wcale nie zostały zaspokojone. Jest kilka pomysłów, które powoli będziemy materializować. Oby tylko wystarczyło naszego prywatnego czasu, dopisał pogoda i oby benzyna nie drożała za bardzo. 

1. Aktualnie rysuje się kolejna akcja. Na razie nie mogę mówić o niej zbyt jawnym tekstem, bo ma to być zaskoczenie. Pewne jest (na 99.9%), że będzie miała miejsce w którąś niedzielę. Można się spodziewać działania typu „dziś telefon, jutro odpowiedź”. Bądźcie czujni. Sztab akcji działa i jak tylko będą jakieś informacje, zostaną natychmiast umieszczone na stronie i rozesłane drogą emaliowaną. Jak zwykle akcja będzie się wiązała z miłymi chwilami - tak myślę. 

2. Produkcja płytek DVD, VCD i kaset VHS ze starymi filmami, a także dźwięki wydobywane przez nas :-) w przerwach podczas projekcji „W starym kinie” i na ognisku w Budach Grabskich nasunęły nowy, dość niesamowity pomysł. Spróbujemy wydać śpiewniczek ze starymi piosenkami, śpiewanymi przez nas na ogniskach obrzędowych (i chyba nie tylko) z dołączoną płytką audio. Chyba jeszcze tego nie było. Na płytce będą oczywiście nasze interpretacje tych piosenek. Całość nagramy w profesjonalnym studio! Niezłe wyzwanie, co? Zapraszam do udziału wszystkich - Old Generation i młodych. „Zety” i „Noctovidusy” trenujcie. Podobno na głos dobrze robią surowe jajka :-). Oczywiście będzie to wymagało trochę czasu, ale nic nas przecież nie goni.

3. Spróbujmy również zrealizować plan, jaki od pewnego czasu kołacze się po głowach tym i owym. Chodzi o wyprawę w jakieś stare rejony obozowe. Na pierwszy rzut nasuwa się jez. Krzywe /k. Ełku i Łaśmiady. Za jednym uderzeniem zaliczamy w ten sposób trzy miejsca obozowe. Z Warszawy do Sajz jest ok. 350 km. Należy się liczyć z wyprawą co najmniej 2-dniową, z noclegiem pod namiotem, a może pójdziemy na całość i zrobimy sobie chatki :-) - wyzwanie dla twardzieli. Zainteresowanych zapraszam do wypełnienia ankiety „Wyprawa”.  

Obiecane płytki z filmami ze „Starego kina” już się grzeją. Jesteśmy po pierwszej fazie tworzenia płytek-matryc. Aparatura pracuje pełną parą. W pierwszej kolejności z taśm zejdzie płytka Vol.4. 


Dogrywka oczywiście odbyła się! Jeśli jest ktoś, kto miał jakiekolwiek wątpliwości, że pogoda może nam w tym przeszkodzić, to znaczy, że czas go rozmiękczył. Było rewelacyjnie! Jak zwykle zresztą. Do twardzieli należą:
* Barszcz 
* Johnny z rodziną
* Lidka z rodziną
* Bima 
* Wąsek 
* Mały Ruzi
* Jacek W. 
* Derent 

W sobotę odbyliśmy brawurową wyprawę na miejsce dawnego biwakowania. Prowadził nas według wskazań GPS-u mały Kuba. I doprowadził prosto na punkt, najkrótszą z możliwych tras :-) - tzn. przez krzadyle, nie jakimiś tam drogami, czy nawet ścieżkami. Na szczęście nie było bagien po drodze. Deszczu też było zero. Na miejscu odżyły wspomnienia z dawnych lat, które odświeżyliśmy sobie dodatkowo po powrocie oglądając jeszcze raz film z biwaku w 197-którymś roku. Nie da się ukryć, że młodniczek, który wtedy był niższy od nas, teraz cokolwiek nas przerósł.
Po wyprawie zgrillowaliśmy dwie świnie i pół krowy, a może nawet więcej. I wtedy trochę się zaciągnęło. Miny nam nieznacznie zrzedły, bo zagrożony stał się gwóźdź programu, czyli ognisko, ale przecież do Bud zjechali się sami twardziele. Po krótkim zastanowieniu zapadła decyzja - mogła być tylko jedna. Po następnych kilku chwilach rozbrzmiało z leśnych ostępów „Już rozpaliło się ognisko”. Myślę, że wielu z nas poczuło mrowienie. To był zdecydowanie dzień małego Kuby, który tym razem w asyście nieco większego Michała, od pierwszej zapałki zapalił ognisko, ułożone bądź, co bądź z niezbyt suchego chrustu. Później były śpiewy, wspomnienia, trochę dyskusji na poziomie instruktorskim, no i ten niepowtarzalny klimat obrzędowego ogniska. Kilkoro z nas miało nawet mundury. Niech żałują ci, których nie było. Popatrzcie sobie tu.


W galerii XII i XIII można obejrzeć reportaż ze spotkania 224WDH Old Generation „W starym kinie”

Niestety o spotkaniu możemy mówić już tylko w czasie przeszłym. Było extra. Ci, którzy nie dotarli niech żałują. 

Podziękowania
Bardzo serdecznie dziękuję Kindze Filińskiej i Bartkowi Dobrzyńskiemu - drużynowym 224WDH-ek „Zeta” i  224WDH-y „Noctividus” za pomoc w zorganizowaniu spotkania. Szczególne podziękowania dla druhen, które zadbały o oprawę graficzną i doglądały wszystkiego od kuchni. 
Dziękuję Pawłowi Derentowiczowi, za udostępnienie pewnego drobiazgu (obiektywu do projektora), bez którego trudno by było zacząć jakiekolwiek przygotowania projekcji. 
No i oczywiście coś, co - jak sądzę ze statystyk oglądalności strony - cieszyło Was przez te cztery miesiące przygotowań, czyli możliwość oglądania zdjęć via Internet. Było to możliwe dzięki Krzyśkowi Kierzkowskiemu, który podzielił się cennymi megabajtami, a Włodek Błaszczyk był gotów do podobnego poświecenia. Zdjęcia docierały do mnie od wielu Was, dzięki. 
Dziękuję Lidce Stolarskiej za pomoc w zredagowaniu śpiewniczka i wszystkim innym, którzy dołożyli swoje dwa grosze. Jak widać było to jedno wielkie zadanie zespołowe - coś jednak zapamiętaliśmy z dawnych lat. 

Oczywiście dziękuję wszystkim przybyłym, za to, że mogliśmy się spotkać po latach. Mam nadzieję, że tych kilka wspólnie spędzonych godzin odświeżyło wiele miłych chwil z Waszego życia. 

A teraz prośba do wszystkich przedstawicieli 224WDH OG - koniecznie wejdźcie na stronę ankiety i wypełnijcie ją. Ci, którzy byli w HOS-ie niech się nie złoszczą, że jeszcze raz będą musieli wypełnić dane. Nie wszyscy wpisali się na listę na spotkaniu, ponadto przyda się nieco więcej informacji :-)
Na arkuszu można ponadto zamówić kopie filmów. Jeśli jednak nie chcecie składać zamówienia, po prostu nie zaznaczajcie żadnych pól przy filmach, pierwszą część ankiety jednak wypełnijcie i wyślijcie. 

Co dalej?
To pytanie, które samoistnie nasuwa się po spotkaniu. Z jednej strony to fajnie spotkać się po x-latach, z drugiej może jeszcze fajniej dalej coś wspólnie robić. Pomysłów trochę jest, choć wiadomo, że nasze możliwości czasowe bywają mocno ograniczone. W każdym razie zaglądajcie od czasu do czasu na tę stronę. Może nie będzie się ona zmieniała tak dynamicznie jak do tej pory, ale wszystkie istotne wiadomości będą nadal tu umieszczane. Jeśli będzie coś, co nie powinno umknąć Waszej uwadze, to będę rozsyłał zajawki przez e-mail. Proszę więc o informowanie mnie o ewentualnych zmianach w Waszych adresach. 

Moje namiary:
224wdh_og@interia.pl

Refleksja po spotkaniu?
Poniedziałek, 19 kwietnia, wieczorem

Minęło już trochę czasu od spotkania. Powoli emocje opadają, ale trzeba przyznać, że dawka była spora. Z donosów jakie dostaję wynika, że chyba wszyscy są zadowoleni i... spragnieni kontynuacji. W sumie należało się takich reakcji spodziewać :-). Moja podstawowa refleksja jest taka, że zabrakło czasu na pogawędki. Trochę żałuję też, że nie obejrzeliśmy jeszcze filmów z obozu w Podklasztorzu (właściwie skończyliśmy imprezkę w czasie jego projekcji) i przede wszystkim z Sominka. Mimo, że ten okres to nie jest czarno-biała Old Generation, to wielu z Was, obecnych na spotkaniu, odnalazło by tam siebie. Myślę, że i najstarsze mamuty równie chętnie by popatrzyły na trochę młodsze, ale też już kwalifikujące się do OG pokolenie. Wprawdzie już zostało postanowione, że zostaną zrobione i rozprowadzone kopie wszystkich obejrzanych i nieobejrzanych  filmów, ale takie grupowe oglądanie, jakiego doświadczyliśmy w sobotę ma swój niepowtarzalny urok. Trochę szkoda rezygnować z tego. A może trzeba będzie zrobić jakąś dogrywkę? Dla zachęty mogę tylko w charakterze zajawki wspomnieć o kilku niepowtarzalnych ujęciach z tych filmów, np. młodego Zychacza, który na Komisji Sprawności twierdził, że „jak się kupuje rybkę w sklepie (chyba taką akwariową), to trzeba zobaczyć, czy nie jest jakaś taka mętna...”, albo Golema, który odgrywał coś na kształt Danuśki, tej z „Krzyżaków”, albo Wąska, który delikatnie mówiąc nie mógł trafić w nutkę śpiewając „Buty” Okudżawy, albo wilkołaka Marcelego, albo pamiętny występ metalowców ACpiorunDC i Gumę, który w ferworze przywalił głową w siatkę i... wielu, wielu innych. 
Wydaje się, że w tej chwili największe zapotrzebowanie jest na jakieś kameralne spotkanie, może ognisko - i to obrzędowe. Ma takie ognisko swój czar, to fakt. Może da się pogodzić parę rzeczy na raz. Trzeba będzie pomyśleć. Sprawa robi się poważna. Pewne pomysły są. Dalszy ciąg nastąpi. Może nawet tych ciągów będzie więcej. Może trzeba będzie jakiś plan pracy napisać, albo co? Zaglądajcie tu  koniecznie. 
Ta strona będzie miejscem naszych wirtualnych spotkań i podstawowym środkiem komunikacji.

Piszą o nas szczawie:


http://www.224zeta.tk/


Filmy, które obejrzeliśmy i te, które czekają na kolejną bibkę J:

Celuloid przeniesiony na VHS:
1. j. Słosinecke - obóz
2. Akcja Znicze '77
3. Festyn Chorągwiany (też koło '77)
4. Rajd Parasolowy '78
5. Pochód 1-majowy i 9 maja
6. Spała (kilka ujęć)
7. Filmik, który kręciliśmy w czasie kampanii bohater (Powstanie Listopadowe, itp.)
8. Borówno '79 - obóz
9. Biwak w Rawce '81 (gdybyśmy byli w Budach, moglibyśmy odwiedzić stare tereny biwakowe)
10. Wiosna '81 (topienie Marzanny)
11. Wiosennisko namiestnictw Hufca Ochota na Św. Katarzynie '83 
12. Równica (wyjazd namiestnictw) '83

VHS
13. IV Harcerski Przegląd Piosenki '89
14. Nocny Koncert Gwiazdy - zespół „Syrbacy”, który odbył się po przeglądzie
15. Capstrzyk na groblach raszyńskich 1-2.04.1989
16. Harcerskie lato '89 - reportaż z wizytacji obozów hufca Ochota
17. Reportaż z odsłonięcia Pomnika Małego Powstańca
17. Harcerskie lato '90, w tym obóz 224WDH nad Zalewem Sulejowskim (Podklasztorze)
18. Wakacje nad Sominkiem '90 - obóz 224WDH 

do góry